Reklama

Kościół

O potrzebie zachowania oliwy do lamp

Widzę śmierć świata, który znałem, ale nie jestem w stanie pomóc nikomu z tych, którzy co prawda mnie wyśmiewali, lecz teraz giną na moich oczach

Niedziela Ogólnopolska 17/2019, str. 36-37

[ TEMATY ]

felieton

Kevin Carden/fotolia.com

Można być zimnym na znaki, można nie przywiązywać wagi do ważnych wydarzeń, ale kiedy ich nagromadzenie staje się zbyt duże, to nawet wyalienowany cynik powinien przystanąć na moment i zastanowić się nad tym, co się dzieje.

Płonie katedra Notre Dame w Paryżu, świątynia, która od wieków opierała się zniszczeniom, wojnom i bombardowaniom. Papież emeryt Benedykt XVI pisze niesłychanie ważny i doniosły tekst o Kościele i jego wewnętrznych problemach, jest to jednak także minitraktat o stanie naszej wiary, o odległości od prawdziwych, zdrowych źródeł.

Jednocześnie na naszych oczach to, co dotychczas było uważane za dewiację, zgorszenie i grzech, zostaje usankcjonowane oficjalnym prawem. To samo prawo nakazuje karać ludzi za mówienie prawdy. Oto przykład: Młody uczestnik Orszaku Trzech Króli w Krakowie, członek Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego, student judaistyki, widząc ludzi manifestujących przeciwko orszakowi i wyzywających katolików od świń, unosi dłoń i czyni znak krzyża, modli się za tych, którzy mu urągają. Kilka tygodni później wpada do jego mieszkania policja i przetrząsa je w poszukiwaniu dowodów jego „przestępstwa”. „Gazeta Wyborcza” napisała bowiem, że w czasie przemarszu katolickiego orszaku obecni byli faszyści, którzy czynili faszystowskie gesty. Chłopak został postawiony przed obliczem krakowskiego prokuratora, który dobrodusznie radził mu... aby wreszcie się przyznał do tego, że jest faszystą.

Coś się dzieje, coś wisi w powietrzu, przynajmniej na Starym Kontynencie, ale przecież i w tym dalszym świecie nie jest spokojnie. Bliski Wschód kipi, wzmaga się starcie między Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Czyżby nadchodził czas wyraźnego przełomu, zmiany, po której nic nie będzie już takie samo jak przedtem? Czy mamy powody do niepokoju? Czy powinniśmy bardziej wnikliwie śledzić wydarzenia i przygotowywać się na czas próby?

Zdaję sobie sprawę, że napisane powyżej zdania brzmią jak żywcem wyjęte z broszury świadków Jehowy, jednak nasz czas wyraźnie daje nam znaki. To nie jest tylko egzaltowane przewrażliwienie i emocjonalne oczekiwanie na niezwykłości.

Reklama

Jeśli zatem przyjmiemy, że nasz czas obfituje w wydarzenia symboliczne, że codzienność – jeśli odcedzi się z niej egoizm i rutynę – usiłuje nas zwrócić w stronę poważniejszych przemyśleń, to jak my, zwykli katolicy z początku XXI wieku, mamy się zachowywać, jak mamy się przygotować do tego, co może nastąpić?

Nasze czasy dawno już odrzuciły znaczące wezwanie: „memento mori”, w naszych czasach śmierć stała się jedynie tworzywem dla filmów, tłem do nieustającego festiwalu życia w jego nieskrępowanych przejawach. W naszych czasach nie zwraca się uwagi na proroctwa, niewielu przywiązuje wagę do duchowych przygód i przeżyć, nasze czasy nauczyły nas odżegnywania się od poszukiwania głębszego sensu w wydarzeniach. Choćby na naszych oczach wydarzył się cud, to przecież my – racjonalni i wykształceni ludzie – tego nie dostrzeżemy. Kiedyś usłyszałem, że to, co niektórym wydaje się cudem, jest jedynie funkcją naszego niedouczenia, zabobonu, niepoznania realnych wyjaśnień.

Dziś choćby i młody mężczyzna uzdrowił na naszych oczach ciężko chorego, to i tak nie zwrócilibyśmy na niego baczniejszej uwagi. Zbyt gna nas rzeczywistość – spóźnione rachunki, niedotrzymane terminy. Wiara w nadzwyczajność jest dla starszych pań, które mają zbyt wiele czasu i mało do zrobienia. My, zapracowani ludzie, mamy za dużo ważnych spraw do załatwienia, aby nabijać sobie głowę takimi drobiazgami. Może kiedyś będziemy mieli czas przystanąć, ale teraz... nie, to byłoby z naszej strony nieodpowiedzialne.

Ileż prawdy jest w stwierdzeniu, że koniec zaskoczy nas w półruchu, w nieoczekiwanej pozie, przerwie interesy w ich środku, pozbawi nas zasłużonego relaksu!

Reklama

Popłoch lub politowanie, które widzę w oczach moich rozmówców, gdy pytam, co by uczynili, gdyby dziś było ostatnim dniem istnienia świata – dobitnie świadczą o tym, że nigdy nie będziemy dostatecznie przygotowani na koniec.

W naszym polskim Kościele jest nam swojsko, bezpiecznie – po co mielibyśmy sobie zapełniać umysły rozważaniami, które nie mają doraźnej wartości, nie prowadzą do natychmiastowego rozwiązania naszych codziennych problemów? Wokół nas wzbiera burza, ale przecież u nas spokojne wiatry i co najwyżej jakiś strajk nauczycieli nieco psuje nam życiowe harmonogramy.

Czy samotny rybak może swoim krzykiem wstrzymać wzbierającą falę? – pyta amerykańskie przysłowie i zaraz słyszymy wyjaśnienie: Nie! Jednak chwila cierpliwości i słychać zastanawiające dopełnienie myśli: Ale jego krzyk może ostrzec dzieci sąsiada! Nikt z nas nie jest samotnym rybakiem, nikt nie walczy z dramatycznymi żywiołami, ale przecież właśnie nasz czas staje się takim – nabierającym cechy burzy – żywiołem. Trudno już nie dostrzegać na duchowym niebie ołowianych chmur, które zwiastują ową burzę. Oczywiście, takich burz było już w dziejach wiele, ale czy ta będzie taka sama jak inne, które przechowały się na kartach historycznych kronik? Kto nam da gwarancję, że potem będzie tak samo? Że woda ocieknie i znów wyłoni się stały, przyjazny ląd?

Czasem wyobrażam sobie, co mógł odczuwać Noe. Przecież miał jedynie nie do końca jednoznaczne znaki, mógł rezonować i machnąć na nie ręką. Aby zbudować arkę, musiał bezgranicznie zawierzyć. Kiedy przyszła wielka woda, mógł wypłynąć, ale gdyby tej wody nie było – jak wyglądałby w oczach sobie współczesnych? Tak jest zawsze, gdy wypada rzucić wszystko na jedną szalę i nie zostawić sobie żadnej drogi powrotu. Najgorsze jest, że gdy spełnia się to, w co uwierzyłem, nie mam żadnej pociechy – widzę śmierć świata, który znałem, ale nie jestem w stanie pomóc nikomu z tych, którzy co prawda mnie wyśmiewali, lecz teraz giną na moich oczach.

Reklama

Groźnie to zabrzmiało, czyż jednak nie nadszedł już wielki czas, aby zastanowić się nad przyszłością naszej wspólnoty? To zastanowienie nie musi wcale mieć apokaliptycznych rozmiarów. Może jednak być – po prostu – poważne. Jeżeli rzeczywistość duchową potraktujemy równie realnie jak to, co nas materialnie otacza, to przecież możemy wykazać także w niej nieco zapobiegliwości. Potrafimy zapewnić sobie pewien zapas jedzenia, dobre ubrania, przewidzieć terminy zapłaty największych rachunków – czy równie dobrze potrafimy kierować naszą codziennością w sferze duchowej?

Jeżeli poważnie przestudiujemy największe dzieła ludzkości, kroniki różnych czasów, to dojdziemy do wniosku, że najpierw jest słowo. Ono płynie ze sfery wyobraźni lub – jak ktoś zechce – ze sfery duchowego natchnienia. Potem następuje abstrakcyjny ciągle projekt wprowadzenia słowa w świat materialny i dopiero na końcu tego procesu powstają rzecz, fakt, zdarzenie, organizacja, ruch.

Rzecz jednak w tym, że tkwiąc w duchowym lenistwie, nie cyzelujemy odpowiednich narzędzi, które mogą nam się przydać na czas niespodziewanego kryzysu i usunięcia się ziemi spod stóp.

Wiem, wiem, wolimy nie rozmawiać o Bogu, gdyż taka rozmowa nie wydaje się praktyczna – dokładnie tak napisał – w swoim tekście – Benedykt XVI. W tym skromnym felietonie słowo „Bóg” także pada po raz pierwszy.

Mimo wszystko dobrze jest mieć nieco oliwy do lamp, przygotowane na nadchodzący czas.

2019-04-24 08:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szukając spełnienia

Od kilku dni ciągle chodzę z tymi obrazami w sobie – pustynia i Nazaret. Im dłużej się zatrzymuję przy nich, tym więcej dostrzegam podobieństw.

Monotonia dnia, krok za krokiem, chwila za chwilą. Nie ma nic wielkiego, nic błyszczącego, nic nadzwyczajnego. Zderzając się z tą rzeczywistością, czuję jak coś w środku zaczyna mnie palić. Jak rodzi się tęsknota za wyjątkowością, która potwierdziłaby moją wartość… Ogarnia mnie smutek i rozczarowanie, że ja i moje życie są tak bardzo nijakie, nieznaczące, bez większego sensu… W te dni jednak pomyślałam, że może to nie pragnienie wyjątkowości i nadzwyczajności jest złe, a jedynie spełnienia szukamy nie tam, gdzie trzeba…

CZYTAJ DALEJ

Od niedzieli zapalamy świece w adwentowym wieńcu

2022-11-27 11:33

[ TEMATY ]

adwent

wieniec adwentowy

Adobe.Stock

W pierwszą niedzielę Adwentu w naszych domach i kościołach pojawiają się wieńce adwentowe, w których umieszcza się cztery świece. Są one symbolem światła, podarowanego światu przez narodziny Jezusa w noc Bożego Narodzenia.

Okrągły kształt wieńca adwentowego rozumiany jest symbol okręgu Ziemi, wieczności oraz symbol Boga. Wieńce adwentowe poświęca się w sobotę przed pierwszą niedzielą Adwentu.

CZYTAJ DALEJ

Franciszek: Adwent to okres przebudzenia i czujności

2022-11-27 13:12

[ TEMATY ]

Franciszek

Anioł Pański

PAP/EPA/VATICAN MEDIA HANDOUT

„W tym okresie Adwentu otrząśnijmy się z naszego letargu i przebudźmy ze snu! Starajmy się zadać sobie pytanie: czy jestem świadomy tego, czym żyję, czy jestem czujny, czy jestem przebudzony? Czy staram się rozpoznawać Bożą obecność w codziennych sytuacjach?” – zachęcił 27 listopada Ojciec Święty w rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański”.

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry, dobrej niedziela!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję