Reklama

Kościół

Siostry Franciszkanki: robiłyśmy sobie nawzajem krzyżyk na czole i szłyśmy do chorych

Siostra Józefa i siostra Joachima ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej przez dziesięć dni posługiwały w Domu Pomocy Społecznej w Tonowie (archidiecezja gnieźnieńska), gdzie koronawirusem zakaziło się ponad 70 podopiecznych i duża część personelu. „Ciężko było?” „Pewnie, że łezka poleciała, ale jedna drugą poklepała po ramieniu, zrobiłyśmy sobie krzyżyk na czole, trzy godziny spania i na oddział” – mówią.

[ TEMATY ]

koronawirus

siostry zakonne

©Rido – stock.adobe.com

Siostra Józefa (Natalia Trzcińska) pochodzi z Gniezna. Siostra Joachima (Bożena Pytel) z Nowego Miasta Lubawskiego. Obie są z jednego semestru. Jeszcze nie złożyły ślubów wieczystych, ale już blisko. „W przyszłym roku, jak Bóg da” – mówią. Gdy rozmawiałyśmy (przez telefon), odbywały kwarantannę, bo jedna z trzech posługujących wraz z nimi w Tonowie sióstr szarytek zakaziła się koronawirusem. Prosiły, by w rozmowie używać ich imion zakonnych.

Bernadeta Kruszyk: Jak się Siostry czują?

S. Józefa: Teraz dobrze, a będzie co Bóg da.

BK: Jak i kiedy trafiłyście do Tonowa?

S. Józefa: Do Tonowa przyjechałyśmy 2 października. O tym, że jest potrzeba takiej misji dowiedziałyśmy się dwa dni wcześniej. Przyszła siostra przełożona i powiedziała, że dzwoniła siostra prowincjalna, że w Domu Pomocy Społecznej w Tonowie podopieczni i personel są zakażeni koronawirusem i potrzebują pomocy. Spytała, czy byśmy nie pojechały, bo mamy kwalifikacje i doświadczenie opiekunek medycznych. Zgodziłyśmy się bez wahania. Szybkie pakowanie i na drugi dzień wyjazd. Zrobiono nam jeszcze testy i gdy wyszły ujemne weszłyśmy do DPS i od razu trafiłyśmy na oddział.

BK: Ile sióstr w sumie?

S. Józefa: My dwie i jeszcze trzy szarytki, czyli było nas pięć sióstr.

BK: Jak długo tam byłyście?

S. Józefa: Dziesięć dni.

S. Joachima: Zastąpiłyśmy poprzednią zmianę. Pani kierownik powiedziała, że gdyby nasza piątka nie przyjechała, to zabrakłoby personelu i wszyscy podopieczni zostaliby ewakuowani i rozwiezieni po różnych miejscach.

S. Józefa: Zakażonych było około 70 podopiecznych. Opiekowała się nimi jedna pielęgniarka, która miała do pomocy panią, która wcześniej zajmowała się terapią zajęciową i musiała przejść szybki kurs od podstaw. Cieszyła się, że może się czegoś nowego nauczyć i pomóc. Były też panie opiekunki, pan i pani w kuchni, pani kierownik, pan dyrektor i pani doktor, która przyjeżdżała codziennie. Wszyscy niezwykle oddani i ofiarni. Kilku z podopiecznych przewieziono do szpitala. Na strefie czystej, czyli na oddziale dla osób nie zakażonych, miałyśmy dwunastu podopiecznych.

Reklama

BK: Jak było po wejściu?

S. Joachima: Weszłyśmy o 15.00. Generalnie szybka akcja. Jedna z pań opiekunek zapytała, jaki jest podział, która z nas idzie na strefę czystą, a która na strefę dla zakażonych. Zgłosiłam się od razu. Miałam tak silną potrzebę pomocy tym ludziom, że nawet chwili się nie zastanawiałam i nie żałuję ani sekundy. Szybkie przeszkolenie jak zakładać kombinezon, jak się zabezpieczyć, jak dezynfekować, bo każde wyjście do toalety, każde napicie się wody wymaga ponownej dezynfekcji. Żeby tego co chwilę nie robić do minimum ograniczyłyśmy te zwykłe potrzeby.

BK: Ile to było godzin?

S. Joachima: W kombinezonie? Średnio dwanaście.

BK: A niektórzy godziny w maseczce nie mogą wytrzymać.

S. Józefa: Najtrudniejszy był pierwszy dzień, bo organizm musiał się przyzwyczaić, wyregulować termoregulację. Te kombinezony są bardzo szczelne, człowiek na początku na przemian poci się i schnie, poci się i schnie. Trzeba też nauczyć się oddychać, bo nie ma dostępu do tlenu z zewnątrz. Człowiek oddycha wciąż tym samym powietrzem oczyszczanym przez filtr. Do tego trzeba uważać, żeby gdzieś się nie zahaczyć, nie rozedrzeć czy nie rozszczelnić tego kombinezonu. No i wszystko robi się w trzech parach rękawiczek, bo tyle musiałyśmy dla bezpieczeństwa założyć. Ale nie było czasu o tym myśleć. Skupiałyśmy się głównie na tym, żeby wszystko robić jak najdokładniej no i w miarę sprawnie, bo opiekowałyśmy się nie jedną, ale kilkudziesięcioma osobami.

S. Joachima: Ten pierwszy dzień, a właściwie dzień i noc były bardzo intensywne. Byłyśmy w Tonowie o 15.00, o 16.00 weszłyśmy na oddział. Praca do wieczora i po godzinnej przerwie zaczęłam od razu nocny dyżur. Miałam nocki przez dziesięć dni. Byłyśmy na oddziale we trzy – dwie panie opiekunki i ja.

Reklama

S. Józefa: Ja na początku byłam na strefie czystej, ale później też przeszłam na oddział dla zakażonych. To było jak inny świat.

BK: Co dokładnie robiłyście?

S. Joachima: Praktycznie wszystko, od sprzątania, przez zabiegi pielęgnacyjne, higieniczne, pomoc profilaktyczno-medyczną i przede wszystkim bycie przy tych ludziach. Czułyśmy ich niepokój, lęk, potrzebę bliskości, choć nie zawsze potrafili to komunikować, ale widać było w ich oczach, że się boją, że nie wiedzą, co się dzieje. Na oddziale byli ludzie w różnym wieku, także w bardzo podeszłym i niepełnosprawni, również intelektualnie. Po jakimś czasie już nas poznawali, po głosie albo oprawkach okularów. W całym tym cierpieniu i mimo niego czułyśmy ich sympatię. „Nasze kochane panie w białych porteczkach” - tak niektórzy do nas mówili.

S. Józefa: Starałyśmy się jak najwięcej z naszymi podopiecznymi być. Codziennie odmawiałyśmy z nimi różaniec. Jak było można to też koronkę. Mszy św. nie było, bo ksiądz również był zakażony, a nikt z zewnątrz nie mógł do ośrodka wejść. Bardzo już tęskniłyśmy do Eucharystii. W Domu jest kaplica. Codziennie po dyżurze chodziłam na adorację i wszystko oddawałam Jezusowi. To mnie trzymało.

S. Joachima: Było widać w oczach tych ludzi ogromne pragnienie kontaktu. Tak bardzo się cieszyli, gdy udało im się nas rozpoznać, albo powtórzyć nasze imiona. Na korytarzu były złączone fotele, żeby chwilę odpocząć, albo się zdrzemnąć. Czasami się tam kładłam na trochę przed dyżurem. Ale zawsze ktoś przychodził. Siostro włącz komedię, włącz kabaret. I tak oglądaliśmy razem, żeby nie myśleć ciągle o tym wirusie.

Reklama

BK: Po wyjściu napisałyście na Twitterze, że najbardziej dotyka samotność tych, którzy umierają z dala od rodziny.

S. Józefa: Samotność i tęsknota. Była tam Pani, która miała początki Alzheimera. Codziennie podchodziła do telefonu na korytarzu, z którego nie można było nigdzie zadzwonić, bo służył tylko do połączeń wewnętrznych. Po drugim czy trzecim razie podeszłam do niej i pytam: kochana, gdzie ty chcesz zadzwonić? A ona, że do domu, do swoich. Serce mi się ścisnęło. Co można powiedzieć, jak taki smutek pocieszyć. Dla mnie to była wielka lekcja cierpliwości, pokory i ufności, że jednak w tym cierpieniu, w tęsknocie, a nawet w tej wielkiej bezsilności jesteśmy w Bożych rękach.

S. Joachima: W trzecią noc przeżyłyśmy taką mocną sytuację. Jedna z podopiecznych, starsza pani, odchodziła. Modliliśmy się przy niej wszyscy – pani doktor, pielęgniarka, cała ekipa. Trzymałam ją za rękę. W pewnej chwili wysunęła swoją dłoń i cichym głosem zaczęła z nami odmawiać Zdrowaś Maryjo. W tej modlitwie było tyle wiary, tyle ufności. Ta pani nie umarła, przeżyła. To było dla mnie takie mocne świadectwo, że my robimy co możemy, ale w istocie to Pan Bóg wszystkim kieruje. Ta choroba jest tak podstępna, tak trudna do opanowania, ale jak mówiła nasza Matka Założycielka, Bóg się zatroszczy. Czułyśmy to tam. Naprawdę.

Podziel się cytatem

Reklama

S. Józefa: Starałyśmy się wszystko otaczać łaską Jezusa, bo naszymi własnymi siłami na pewno byśmy nie dały rady. Pewnie, że łezka poleciała, ale siadałyśmy z tymi naszymi kochanymi paniami-opiekunkami przy kolacji, jedna drugą poklepała po ramieniu, zrobiłyśmy sobie nawzajem krzyżyk na czole, trzy godziny spania i znowu na oddział.

BK: Spałyście po trzy godziny?

S. Joachima: Tak, średnio wychodziło – trzy, cztery godziny.

BK: To teraz Siostra odsypia?

S. Joachima: Właśnie nie. Pierwsze dwie noce po wyjściu w ogóle nie mogłam spać. Organizm już się przestawił.

2020-10-22 10:44

Ocena: +7 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Ubodzy w posłudze ubogim” - polskie siostry zakonne o pomocy charytatywnej

[ TEMATY ]

Jasna Góra

pomoc charytatywna

siostry zakonne

BPJG

Na Jasnej Górze rozpoczęła się trzydniowa sesja dla sióstr posługujących w dziełach charytatywnych pod hasłem: „Ubodzy w posłudze ubogim”. Podczas spotkania mowa będzie m.in. o tym, jak mądrze pomagać ubogim, szanując ich wolność i godność. W ostatnim czasie siostry bardzo mocno angażują się w wielowymiarowa pomoc uchodźcom z Ukrainy. Sesję organizuje Komisja Dzieł Charytatywnych przy Konsulcie Przełożonych Wyższych Zgromadzeń Zakonnych.

W Polsce Kościół katolicki jest największą po państwie instytucją pomocy potrzebującym. Posługa charytatywna stanowi ważną część jego misji. Działalność dobroczynna jest realizowana na poziomach instytucji diecezjalnych, organizacji i wspólnot parafialnych oraz właśnie zakonów i zgromadzeń. Po 1989 r. zakony podjęły wysiłek odtwarzania odebranych im przez komunistów dzieł. W większości to się udało.

CZYTAJ DALEJ

Sejm za zamrożeniem cen gazu w 2023 r.

2022-12-01 22:05

PAP/Radek Pietruszka

Sejm w czwartek uchwalił ustawę, której celem jest zamrożenie cen gazu m.in. dla odbiorców indywidualnych w 2023 r. na poziomie z 2022 r. Jego cena maksymalna wyniesie 200,17 zł za MWh.

Za uchwaleniem ustawy o szczególnej ochronie niektórych odbiorców paliw gazowych w 2023 r. w związku z sytuacją na rynku gazu głosowało 424 posłów, nikt nie był przeciw, a 16 wstrzymało się od głosu. Teraz ustawa trafi pod obrady Senatu.

CZYTAJ DALEJ

Zachęcanie do sprzeciwu wobec oddawania organów jest głęboko niemoralne

2022-12-02 13:55

[ TEMATY ]

wywiad

Bioetyka

Adobe.Stock

Dostrzegam bliskie podobieństwo między propagowaniem postaw antyszczepieniowych i zniechęcaniem Polaków do oddawania organów do przeszczepów – stwierdził w rozmowie z KAI bp Józef Wróbel SCJ. Przewodniczący Zespołu Ekspertów KEP ds. Bioetycznych ocenił też jednoznacznie, że zachęcanie do sprzeciwu wobec dawstwa organów jest po prostu głęboko niemoralne.

Tomasz Królak (KAI): Czy apelowanie do Polaków o to, by deklarowali niezgodę na pobieranie od nich po śmierci organów do przeszczepów to dobry pomysł?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję