Reklama

W Toronto zakończył się XVII Światowy Dzień Młodzieży

Genezaret XXI wieku

Było dokładnie południe, gdy "Posłaniec Nadziei" - samolot środkowoamerykańskich linii lotniczych TACA wystartował z lotniska Pearson w Toronto. Wizyta Jana Pawła II w Kanadzie dobiegła końca. Ceremonia pożegnalna została ograniczona do minimum. Nie było przemówień, nie było władz lokalnych ani federalnych. Ale i tak pożegnanie przyciągnęło uwagę opinii publicznej. Wszyscy zadawali sobie pytanie: Czy Jan Paweł II zakończy pobyt w Toronto tak samo jak go zaczął?

Drabina do nieba

Sześć dni wcześniej Ojciec Święty podbił serca młodzieży (i nie tylko), schodząc samodzielnie po schodach z samolotu na ziemię kanadyjską. Jak będzie teraz? Papież nie zawiódł tych, którzy przyjechali na Światowy Dzień Młodzieży. Samodzielnie pokonał 19 schodów i przy drzwiach samolotu pomachał na pożegnanie. Te 19 stopni zapamiętamy na długo. "Jego krzyż waży 100 razy więcej niż mój, a jak on go nosi - mówi Ed Zieliński z Toronto. - Jeśli kiedyś będzie mnie coś bolało, przypomnę sobie to, co dziś widziałem, i nie będę narzekał. Ten człowiek cierpi, walczy i jeszcze podnosi na duchu innych" - mówi Ed.
To, co pod koniec lipca 2002 r. wydarzyło się nad brzegami jeziora Ontario, zadziwiło nie tylko jego. Pojawił się tutaj człowiek, który - jak jego Mistrz - "wszystko czynił dobrze". Zwołał również innych, których interesują strome stopnie wiodące w górę.
"Ojcze Święty, pokazałeś nam, co znaczy iść wąską drogą" - mówił dzień wcześniej kard. James F. Stafford, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Świeckich. Ksiądz Kardynał żegnał Papieża w parku Downsview, gdzie w niedzielę 28 lipca zakończył Światowy Dzień Młodzieży. "Uświadomiłeś nam, jak bardzo potrzebujemy wiary i odwagi, aby wejść na drabinę prowadzącą nas do świętości" - mówił, wzbudzając aplauz 800 tys. ludzi zgromadzonych na placu. Kard. Stafford wspomniał także sztukę Karola Wojtyły Promieniowanie ojcostwa, mówiąc, że dziś duchowe ojcostwo promieniuje od samego Papieża.
Radość i walka, zdumienie i podziw, szczęście i łzy - tak wyglądały te dni w Toronto, które stało się miejscem spotkania młodych z Panem Bogiem, z Papieżem i ze sobą.

Boża reżyseria

Chyba jeszcze nigdy w historii Światowy Dzień Młodzieży nie miał takiego osadzenia w naturze jak tu, w Kanadzie. Ten kraj słynie ze wspaniałej przyrody, którą uczestnicy spotkania mogli podziwiać przed przyjazdem do Toronto. W lasach roi się od łosi, niedźwiedzi i bobrów. W położonym na północy Parku Algonquin znajduje się wielka tablica, na której turyści codziennie wpisują, jakie zwierzęta widzieli na własne oczy. Jeszcze dalej na północ można pływać kajakiem wśród wielorybów. Jedną z pasji Kanadyjczyków jest wędkarstwo. Nic dziwnego - wód jest tu bardzo wiele: od Zatoki Hudsona, przez rzekę św. Wawrzyńca ( u ujścia ma ona ok. 30 km szerokości), aż po Wielkie Jeziora. Nad jednym z nich, tzn. nad Ontario, położone jest Toronto, gdzie Jan Paweł II zaprosił młodzież. Nad jego brzegami zaczął się inny połów, przypominający do złudzenia ten sprzed dwóch tysiącleci nad jeziorem Genezaret. Oto w jednym z najbardziej malowniczych zakątków Toronto, zwanym na co dzień Coronation Park, urządzono strefę o symbolicznej nazwie "Duc in altum" (Wypłyń na głębię). Nad samym brzegiem Ontario, na zielonej trawie, wśród drzew ustawiono kilkaset fioletowych parawanów z parą krzeseł w każdym z nich. W tych nowoczesnych konfesjonałach codziennie dyżurowało 200 księży. "Młodzież potrzebuje czegoś, co należy do niej - mówił jeden z nich - o. Jan Koprowicz, chrystusowiec pracujący w parafii Matki Bożej Królowej Polski w Scarborough - a to właśnie jest przyroda, ta zieleń, drzewa i jezioro". O. Koprowicz przyjechał do "Duc in altum" w piątek 26 lipca i nie nudził się ani chwili w czasie swojego dyżuru. Co chwila ktoś siadał w jego "polowym" konfesjonale, a ja, czekając na okazję do rozmowy, zastanawiałem się nad turystycznym duszpasterstwem młodego ks. Karola Wojtyły. On uważał, że przyroda jest znakomitym sprzymierzeńcem kapłana wprowadzającego młodzież w piękno życia wewnętrznego przez piękno świata stworzonego. " Dziś ludzie i w Polsce, i w Kanadzie są strasznie zapędzeni - mówi o. Koprowicz - ale na dłuższą metę tego nie da się wytrzymać. Tutaj odnajdują głębię, która może przynieść im uspokojenie".
Nieopodal na krawężniku przysiadła młoda dziewczyna. " Czekam na swojego chłopaka - teraz się spowiada" - mówi. Sandrine pochodzi ze Szwajcarii i jest niemal rówieśniczką pontyfikatu Jana Pawła II. Urodziła się w 1979 r., gdy Papież po raz pierwszy przyjechał do Polski. Wówczas na Skałce w Krakowie publicznie obiecał, że doświadczenia duszpasterstwa młodzieży z Polski będzie zaszczepiał w całym Kościele. Teraz korzysta z nich także Sandrine. "Długo nie chodziłam do spowiedzi, dopiero dzisiaj się zdecydowałam - mówi. - Można powiedzieć, że pojednałam się z sakramentem pojednania. Dobrze mi to zrobiło, choć nie było to łatwe. Ciężko jest wyznać swoje grzechy i swoje słabości". Po chwili przyszedł do nas Emilio - chłopak Sandrine. On też już pojednał się z Panem Bogiem. Oboje są gotowi na spotkanie z Papieżem, ale wcześniej chcą iść na Drogę Krzyżową ulicami Toronto. Konfesjonały powoli pustoszeją. Znad jeziora, gdzie symbolicznie umieszczono sanktuarium ludzkiego sumienia, przenosimy się do centrum miasta - na miejsce świadectwa.

Reklama

Jezus z New Brunswick, Maryja z Białegostoku

Już w lutym tego roku Robert Gendreau, kanadyjski ksiądz (a przed święceniami aktor), rozpoczął przygotowania do inscenizacji Drogi Krzyżowej na ulicach Toronto. Miał to być spektakl z tekstami autorstwa Jana Pawła II (na nabożeństwo w Koloseum w 2000 r.). Gendreau najwięcej trudności miał ze znalezieniem odtwórcy roli Jezusa. Przyjrzał się wielu kandydatom, ale żaden z nich nie odpowiadał jego wyobrażeniom. Pewnego dnia reżyser pomodlił się, prosząc o pomoc. Tego samego dnia usiadł przed jednym z parków w Toronto, aby zjeść kanapkę. W tym momencie zobaczył mężczyznę, którego włosy były dokładnie takie, jakie miał mieć Jezus w spektaklu. "Gdy się odwrócił - wspomina ks. Gendreau - zobaczyłem, że również jego twarz jest dokładnie taka, jak ta, której szukałem. On był z przyjaciółmi i w pewnym momencie uśmiechnął się do nich. Wówczas powiedziałem sobie w duchu: Mój Boże, on ma także dobrego ducha, to on! I zaraz do niego podszedłem".
"Zapytał mnie: ´Czy chciałbyś grać Jezusa na Drodze Krzyżowej? ´ - mówi Robert Legere. - A ja odpowiedziałem mu pytaniem: Czy mógłbym najpierw uzyskać nieco informacji?". Kilka dni później Legere był już zdecydowany.
Odtwórczyni roli Maryi też nie jest aktorką, choć ma już za sobą spore doświadczenie artystyczne. Urszula Fiederczuk pochodzi z Polski, a konkretnie z Białegostoku i ma zaledwie 19 lat. Jeszcze w kraju chodziła do szkoły muzycznej, a po wyjeździe do Kanady (10 lat temu) nadal doskonaliła swoje talenty. Zdobywała nagrody w konkursach skrzypcowych i śpiewaczych, między innymi zdobyła pierwsze miejsce na Festiwalu Muzycznym w Missisauga (to największe skupisko Polonii w rejonie Toronto). Teraz czekała ją jednak znacznie trudniejsza próba.

Reklama

Cyrenejczycy

Zazwyczaj w piątkowe wieczory na niektórych ulicach Toronto widać ogromne tłumy ludzi. Długie kolejki tworzą się przed licznymi dyskotekami, gdzie huczna zabawa trwa aż do białego rana. Ale w piątek 26 lipca wieczorem kilka przecznic dalej zgromadziło się więcej młodzieży niż przed wszystkimi dyskotekami razem. O godz. 19.30 przed Ratuszem Miejskim rozpoczęła się Droga Krzyżowa XVII Światowego Dnia Młodzieży. Takiego wydarzenia nie było jeszcze w długiej historii tych uroczystości, zainicjowanych w 1985 r. przez Papieża Jana Pawła II.
Na długości ponad 4 km ustawiono 12 scen przypominających estrady, na których zazwyczaj występują zespoły rockowe. Stały one wzdłuż University Street, która wiedzie aż do Parlamentu prowincji Ontario. "Dlaczego wybraliśmy to miejsce?" - pytali retorycznie prowadzący nabożeństwo młodzi ludzie. Po czym odpowiadali: "Bo to jest najpiękniejsza ulica Toronto, bo na tej ulicy jest najwięcej szpitali, w których cierpią ludzie, a Chrystus przeszedł Drogę Krzyżową i pokazał, jak można przemienić cierpienie w miłość".
Rozglądam się wokół. Koło mnie stoi kilkanaście osób w ludowych strojach pochodzących chyba spod każdej szerokości geograficznej. Toronto jest rzeczywiście miejscem spotkania wielu kultur. Obliczono, że w domach tej metropolii mówi się prawie 100 językami. 48 proc. mieszkańców to imigranci przybyli do Kanady ze Wschodu, z Zachodu i z Południa.
Orszak za chwilę wyruszy. Młodzi ludzie biorą w ręce gałęzie palmowe. Jest wśród nich także czarnoskóra piękność z szarfą - "Miss Toronto 2001". Po chwili na scenie pojawia się główny aktor tej uroczystości - Robert Legere. Ten dobrze zbudowany mężczyzna, z długimi włosami i brodą, z oddali sprawia wrażenie, że Chrystus rzeczywiście jest pośród nas. Tymczasem na niebie pojawia się coraz więcej chmur. Wyglądają one jak dym spowijający okoliczne wieżowce.
Po chwili nie widać już nawet szczytu CN Tower - 500-metrowej wieży telewizyjnej (to najwyższa wolno stojąca budowla na świecie) ani dachów innych domów. Spadają pierwsze krople deszczu. Lecz ulewa szybko przechodzi. "Już po strachu" - mówią niektórzy. W tym momencie z potężnych głośników padają słowa: "Ecce homo! Oto człowiek!". Nabierają one niezwykłej wymowy. Nie patrzymy na żaden symbol. Patrzymy na żywego człowieka, który zostaje obnażony z szat i ugina się pod siłą razów biczowania.
Idziemy. Stacja II, III i IV. Tu do orszaku przyłącza się Maryja - Urszula z Białegostoku.
Zaraz potem stacja V: Jezus spotyka Szymona z Cyreny.
Wokół nas coraz więcej policjantów na rowerach. Jak dobre owczarki zaganiają niesfornych dziennikarzy na przeznaczone dla nich miejsce. Jesteśmy dość daleko od kolejnej sceny, ale na szczęście nie na tyle daleko, aby nie zauważyć, jak do dźwigającego krzyż Jezusa podjeżdża niepełnosprawny na wózku inwalidzkim. Z głośników słychać komentarz o tym, jak pomagamy nieść krzyż Chrystusowi, dźwigając własne cierpienie. Ale nawet te słowa nie są potrzebne. Scena jest wymowna. Ten człowiek nie gra - naprawdę cierpi. Dotyka krzyża, a potem - nadal na wózku - włącza się w pochód wiodący na Kalwarię.

Reklama

Stacja VI: Weronika ociera twarz Jezusowi

Weronika - po francusku i angielsku - w dwóch oficjalnych językach Kanady to imię jest szczególnie wymowne. Pochodzi od dwóch słów: VERITY/VERITE (PRAWDA) oraz ICONE (IKONA, OBRAZ). Weronika wyróżnia się wśród innych kobiet obecnych na scenie. Tamte oglądają fatałaszki, najwyraźniej targują się z przekupniami, podziwiają różne wisiorki. Ona biega zadziwiona od jednej do drugiej, usiłuje zwrócić ich uwagę. Patrzcie, idzie Człowiek z krzyżem - zdaje się mówić. One jednak nie zwracają uwagi. W końcu sama Weronika podbiega do Jezusa. Kim jest ta kobieta? Nie wymieniono jej w Ewangelii. Ale komentator sugeruje, że mogła to być ta jawnogrzesznica, która obmyła Chrystusowi stopy własnymi łzami i otarła je swoimi włosami. "Każdy akt dobroci umacnia miłość i sprawia, że człowiek coraz bardziej świeci światłem Chrystusa" - słyszymy. Stacja została umieszczona przed Mount Sinai Hospital - prestiżowym żydowskim szpitalem w Toronto. Ruszamy dalej. Słychać coraz silniejsze krzyki. Ale to już nie inscenizacja. To życie, a raczej walka o życie. Okrzyki dochodzą z tłumu stojącego na chodniku po lewej stronie Drogi Krzyżowej. Podchodzimy bliżej i widzimy transparenty i napisy: "Gay - feminist - pro-choice" (Geje-homoseksualiści, feministki - za wyborem, tzn. zwolennicy zabijania nienarodzonych). Skandują coraz mocniej. Po naszej prawej ręce też stoją ludzie z transaprentami. " Pro-life", czyli "za życiem". Oni nie krzyczą. Modlą się.
Wreszcie stacja XII. Agonia Chrystusa na krzyżu jest wstrząsająca. Człowiek oddycha coraz szybciej, skłania głowę raz w jedną, raz w drugą stronę. To wszystko dokonuje się w świetle jupiterów i przy strzałach setek migawek aparatów fotograficznych.
Trzy dni później zapytałem o. Toma Rosicę, czy Papież komentował w jakiś sposób tę Drogę Krzyżową, którą oglądał w telewizji. " Tak - mówi o. Rosica. - To było coś bardzo mocnego, znakomita i bardzo modlitewna inscenizacja. Ojciec Święty spotkał się przed odlotem z odtórcami głównych ról - cały zespół znalazł się na lotnisku, choć nie było to wcześniej przewidziane". Szczególnie wzruszający był moment, gdy do Papieża podjechał na wózku inwalidzkim chory na stwardnienie rozsiane Michael Nogoda - Szymon z Cyreny.

Reklama

On jest dobry!

O. Rosica miał łzy w oczach podczas pożegnania Papieża na lotnisku w Toronto w poniedziałek 29 lipca. "Dlaczego Ojciec płakał?" - zapytałem go kilka godzin później.
"Nie lubię mówić o takich sytuacjach, ale przyznam, że w tym momencie stanął mi przed oczami widok Papieża, który, opuszczając swoją rezydencję, chciał jeszcze podejść bliżej do czekających na niego ludzi - odpowiedział o. Rosica. - Szedł powoli, a z tłumu co chwila ktoś rzucał wiązankę kwiatów. Pomyślałem wówczas: Oto stary człowiek, a takich pewna część naszego społeczeństwa uważa za bezużytecznych. Jakie to wielkie szczęście, że mógł do nas przyjechać. Wtedy coś chwyciło mnie za gardło".
"Przed jego przyjazdem wiele mówiono o tym, że nie będzie mógł kończyć głoszonych przez siebie przemówień, że nie będzie mógł chodzić, że może nawet tu umrzeć - dodał po chwili główny organizator pielgrzymki. - A jaka jest rzeczywistość? Skończył przemówienia, które wielu z nas wprawiły w niemy zachwyt, podejmował wysiłek, gdy wielu z nas było już wyczerpanych, pokazał nam, jak być wiernym, kontynuując rozpoczęte dzieło. Pokazał też niesamowite ciepło i miłość, a przede wszystkim on się nie bał. Tym trafił do ludzi".
Pewna kanadyjska dziennikarka wyraziła to samo w sposób być może mniej elegancki, ale bardziej bezpośredni. Jak wiadomo, papieska Msza św. w niedzielę 28 lipca zaczynała się w strugach deszczu. Nie zrażony tym Ojciec Święty żartował, że to taki "naturalny chrzest" . "Lał deszcz, było zimno i wiał wiatr - opowiadała dziennikarka - i wówczas, w chwili gdy Papież zaczął mówić, niebo się rozchmurzyło i wyszło słońce. O rety, ależ ten facet jest dobry. Mam nadzieję, że dzięki niemu stanę się lepszym człowiekiem".

Podziękowania

Tygodnik Niedziela składa serdeczne "Bóg zapłać" o. Januszowi Błażejakowi OMI, proboszczowi parafii św. Kazimierza w Toronto, oraz całej Polonii z Toronto za wielkie serce i gościnność okazaną uczestnikom XVII Światowego Dnia Młodzieży.
Panu Krzysztofowi Lenarczykowi z KAI dziękujemy za zdjęcia z Toronto, które mogliśmy opublikować na naszych łamach.
"Niedziela"

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież: przemoc względem kobiet nie bierze się znikąd

2022-11-26 15:00

[ TEMATY ]

Franciszek

Grzegorz Gałązka

Aby skutecznie zwalczyć plagę przemocy względem kobiet nie wystarczą wyspecjalizowane organy czy działania represyjne. Potrzeba jedności i współpracy przede wszystkim w dziedzinie prewencji – mówił Papież na audiencji dla przedstawicieli włoskiej policji, którzy specjalizują się w zwalczaniu przemocy względem kobiet. Podkreślił, że prewencja jest niezwykle ważna, bo ten rodzaj przemocy wynika często z postaw kulturowych, głęboko zakorzenionej mentalności i uprzedzeń.

Papież zwrócił też uwagę na czynniki, które sprzyjają przemocy względem kobiet. Są to z jednej strony hedonistyczny styl życia, a z drugiej – kryzys gospodarczy i społeczny.

CZYTAJ DALEJ

Świdnica. Bp Adam Bałabuch - Kościół nie jest zamknięty na nikogo

2022-11-26 17:45

[ TEMATY ]

adwent

bp Adam Bałabuch

ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Bp Adam Bałabuch poświęcił wieniec adwentowy

Bp Adam Bałabuch poświęcił wieniec adwentowy

- Wielość grzechów popełnianych przez ludzi Kościoła zdaje się zaprzeczać prawdzie, że jest on święty – mówił bp Adam Bałabuch podczas uroczystych Nieszporów rozpoczynających nowy rok liturgiczny i duszpasterski.

Przewodniczący wieczornej liturgii, biskup pomocniczy diecezji świdnickiej, w sobotę 26 listopada pobłogosławił wieniec, przypominając, że jesteśmy ludźmi oczekiwania.

CZYTAJ DALEJ

Abp Depo: trzeba uwierzyć w osobiste spotkanie z Chrystusem

– Trzeba uwierzyć w osobiste spotkanie z Chrystusem – powiedział abp Wacław Depo. W I niedzielę Adwentu metropolita częstochowski przewodniczył w kościele św. Brata Alberta Chmielowskiego w Częstochowie Mszy św., podczas której udzielił sakramentu bierzmowania 18 osobom.

W homilii przypomniał, że rozpoczynający się rok duszpasterski w Kościele w Polsce przeżywamy pod hasłem: „Wierzę w Kościół Chrystusowy”. Zaznaczył, że zadaniem na ten czas jest na nowo uwierzyć w Kościół jako wspólnotę zjednoczenia ludzi z Bogiem i zjednoczenia ludzi ze sobą oraz udzielenie odpowiedzi na pytanie, „w jaki sposób mamy sobie pomóc, żeby wejść w głęboką osobistą więź z Chrystusem”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję