Reklama

Wojna nie jest środkiem załatwiania ludzkich spraw

Niedziela warszawska 32/2002

LIDIA MOLAK: - Jakie znaczenie ma to, że Święto Wojska Polskiego przypada 15 sierpnia?

KS. PROF. BOGUSŁAW INLENDER: - Symbolicznie data ta stanowi nawiązanie do najlepszej tradycji żołnierza - wolnego od uwikłań politycznych, którego obowiązkiem jest walka o utrzymanie wolnej ojczyzny. W okresie międzywojennym było to oczywiste: świętowano uratowanie niepodległości, dopiero co odzyskanej. Był to czyn nie dyplomatów, lecz żołnierzy - więc obchodzono święto żołnierza. Moje pokolenie wychowało się w kulcie takiego żołnierza. W naszym gimnazjum stał pomnik przedstawiający umierającego młodego chłopaka w mundurze wojskowym. Był pod tym napis po łacinie: "Słodko i zaszczytnie jest umierać za Ojczyznę". I myśmy to codziennie widzieli. Cześć żołnierzowi umierającemu w obronie ojczyzny narzucała się więc sama. Zaowocowało to zresztą niesłychanym wprost entuzjazmem, jeśli chodzi o obronę kraju w 1939 r.

- W samej nazwie: "Święto" Wojska Polskiego - ujawnia się pewien kult żołnierza, a w pewnym sensie również wojenki, na której to jest tak ładnie. Czy nie kryje się w tym jakieś niebezpieczeństwo?

- To, co w wojnie jest zachęcające - trzeba niewątpliwie eliminować. Nawiasem mówiąc, owo wydobywanie malowniczości wojny jest naszą polską specjalnością, choć i Niemcy w tym celowali. Jako młodzi chłopcy oglądaliśmy pisma niemieckie robione specjalnie dla żołnierzy. Cóż tam były za fotosy! Maszerujące wojska, fascynujące sceny batalistyczne, niesamowity sprzęt militarny. To zachwycało. Ale taka propaganda wojny jest z etycznego punktu widzenia niedopuszczalna. Co prawda pedagogika wojskowa mówi co innego: że żołnierza trzeba zachęcić, pokazać mu siłę, żeby czuł się zwycięzcą. Ale nie można tego traktować jako normalnego środka oswajania z wojną. Stąd np. biorą się protesty przeciwko militarnym zabawkom dziecięcym. Trzeba bowiem bardzo uważać, żeby wojna nie stała się pociągająca. Nie wolno wojny gloryfikować. Ani walki poszczególnych ludzi, ani walki całych armii.

- Ale Święto Wojska Polskiego obchodzą nie tylko żołnierze, lecz również cywile. Zwłaszcza przez ostatnie lata, kiedy ta armia jest "nasza"...

- Moim zdaniem, jest to słuszne. Bo dlaczego my tych żołnierzy tak chwalimy i dajemy im pierwsze miejsce? Właśnie dlatego, że są gotowi się ofiarować. Albo kiedyś się już ofiarowali - wspominamy przecież rok 1920. Przypominamy więc, że być żołnierzem tzn. być wielkim człowiekiem. Świętujemy cnoty żołnierskie: męstwo, odwagę, poświęcenie, solidarność, posłuszeństwo, ochotniczość. Natomiast nie celebrujemy tego, że oni są gotowi zabijać. Nie patrzymy jak mali chłopcy: "Ale ma karabin! Jak on, bracie, z tego wygarnie, to...!" . Nie wolno wzbudzać fascynacji bronią, gdyż budzi się w ten sposób instynkt walki oparty na krwiożerczości.

- Czy chrześcijanin powinien być pacyfistą?

- Należy zaznaczyć, że istnieją różne formy pacyfizmu. Może to być wdrażanie ludzi do myślenia pokojowego - poprzez propagandę, wychowanie, itp. Taki pacyfizm jest absolutnie obowiązkiem chrześcijańskim i w ogóle ludzkim. To miłość bliźniego każe bowiem tłumaczyć ludziom, że wojna jest straszną ostatecznością, której za wszelką cenę należy unikać. Natomiast jeśli pacyfizm rozumieć jako akcję w kierunku uniemożliwienia wojny albo wyłączenia siebie z tej wojny, powstaje problem. Są bowiem sytuacje, kiedy wzięcie za broń nie tylko jest dozwolone, ale jest obowiązkiem moralnym. Jeśli ktoś nazywa siebie pacyfistą i mówi: żaden udział w wojnie nie jest dozwolony - nie ma racji moralnej. Argument: nie będę brał za broń, bo mogą zginąć niewinni ludzie, nie jest wystarczający. Śmierć niewinnych jest, niestety, wliczona w koszty wojny, ale to ryzyko trzeba na siebie wziąć.

Argument jeszcze bardziej fundamentalnych pacyfistów brzmi: wszelkie życie musi być chronione. Twierdzenie to prowadzi do absurdu. Należałoby bowiem oszczędzać życie nie tylko ludzi, ale także życie zwierzęce, roślinne, a następnie wszelkie życie biologiczne, włącznie z bakteryjnym czy wirusowym. A to jest niewykonalne. Całe życie organiczne człowieka jest bowiem tak skonstruowane, że trwa za cenę niszczenia pewnych istot, które uważamy za żyjące. Bakterii, grzybów czy komórek nowotworowych, które trzeba usunąć. Ten rodzaj pacyfizmu jest więc etycznie nie do przyjęcia jako nieuzasadniony.

Może być jeszcze pacyfizm pośredni. Polega on na tym, by w miarę możności ograniczać środki gwałtowne, raniące czy zabójcze. Sobór podkreśla, że taka akcja pacyfistyczna, która hamuje zapędy do wojny albo głosi, że wojna powinna być prowadzona jak najłagodniejszymi metodami, jest moralnie słuszna.

- A co sądzić o tych, którzy oświadczają, że sumienie nie pozwala im podjąć walki zbrojnej?

- Należy uszanować osąd sumienia tego rodzaju pacyfistów, oczywiście nakłaniając ich, żeby w taki czy inny sposób przyczynili się do dobra wspólnego. Nie mogą oni bowiem uchylać się w ogóle od obowiązków w stosunku do społeczności. Powinni więc zająć się pracą pokojową albo ratowaniem poszkodowanych, albo propagandą na rzecz pokoju, ale nie mogą stać z boku i mówić: to nie jest nasza sprawa. Owszem, jest to ich sprawa, bo należą do wspólnoty ludzkiej, a także do wspólnoty narodowej. Bycie zwolennikiem pokoju nie może być głównym przesłaniem, bo istnieje wpierw obowiązek ratowania ludzi. Pacyfizm ma więc swoje granice.

- Czy da się pogodzić obowiązek walki zbrojnej z obowiązkiem ochrony życia?

- W dawniejszych czasach istniał obowiązek wypowiedzenia wojny. Znaczyło to, że należy najpierw użyć wszelkich środków pokojowych, żeby odwrócić niebezpieczeństwo. Perswadować, wszcząć akcję dyplomatyczną, starać się o ugodę. Dopiero w ostateczności, kiedy wszystko zawiodło, kiedy agresor już napadał, należało chwycić za broń. To nie jest tak, że można podjąć walkę z byle powodu i od razu imać się najostrzejszych środków. Zawsze należy działać w kierunku zachowania pokoju, a jeśli się to nie uda, dopiero występować w obronie najważniejszych dóbr, podejmując walkę zbrojną, i to walkę zbrojną proporcjonalną do agresji.

Otóż jeśli zaistnieje konieczność powstrzymania przeciwnika, bywa, że jest to możliwe tylko wtedy, kiedy go unieszkodliwimy, tzn. tak zranimy, by nie mógł już działać, albo - zabijemy. Jeśli jest to jedyne wyjście, tylko wówczas wolno tak postąpić. Zdarzały się takie sytuacje np. w czasie Powstania Warszawskiego: miejsce, gdzie nie można się wyminąć ani cofnąć, noc, i nagle odkrywam, że o trzy metry ode mnie jest wróg. I na pewno trzyma palec na spuście. Oczywiście, jeśli ja nie strzelę pierwszy, to zrobi to on. Wolno wtedy mieć na celu zabicie przeciwnika. Jest to ta sytuacja wyjątkowa, kiedy istnieje prawo do świadomego pozbawienia życia drugiej osoby.

- Czy to znaczy, że przykazanie "nie zabijaj" zna wyjątki?

- Ależ nie, tylko jest to przykazanie, które mówi o zakazie zabijania, gdy nie ma po temu uzasadnionej racji. A w takich przypadkach, jak mówiliśmy przed chwilą, taka racja istnieje. Istnieje ona także np. w przypadku terroryzmu. Była taka głośna sprawa w Gibraltarze, kiedy patrol brytyjski zastrzelił na miejscu trzech terrorystów - dopiero potem się okazało, że to faktycznie byli terroryści. Rozstrząsano, czy był powód, żeby tak od razu do nich strzelać, bo dziwnie się zachowywali na parkingu. A oni ustawiali samochód z bombą i potem się szybko od niego oddalali, żeby zdetonować ładunek. Szybki strzał policjantów zapobiegł temu, by nacisnęli detonator. Jest to przykład sytuacji, kiedy istnieje obowiązek moralny świadomego zabicia drugiego człowieka, i nie jest to sprzeczne z przykazaniem Bożym.

- Czy walka z terroryzmem jest moralna, skoro ścigamy konkretne osoby, żeby je zabić? Skoro giną przy tym, wskutek pomyłek, niewinni ludzie?

- Wątpliwości moralne oczywiście powinniśmy mieć, gdyż sytuacja jest tutaj bardzo skomplikowana. Ale pozostają w mocy poprzednio przywoływane zasady. W przypadku terroryzmu nie spełnia się warunek mówiący o skuteczności metody walki. Jeśli bowiem ktoś podejmuje środki napastliwe, agresywne, nie mając jakiej takiej pewności, że będą one skuteczne, popełnia moralny błąd, gdyż wie, że będą zabici, nawet niewinni ludzie, a wynik będzie prawie żaden. Otóż nie jest tu zachowana proporcja między ryzykiem strat a osiągniętym skutkiem. A tego nie wolno robić. Zastrzeżenie zatem do metody terrorystycznej polega po pierwsze na tym, że atakuje się ludzi niewinnych.

Ci, którzy walczą z terroryzmem, muszą mieć na celu przywrócenie ładu pokoju, czyli zatrzymanie terrorystów. Zatrzymać się udało, bo mamy kilka miesięcy spokoju. Lecz jeśli uważamy, że nadal żyją prowodyrzy, to nie ma innego wyjścia, jak ich zamknąć w izolacji albo zniszczyć. Jakie środki są tu dozwolone? Jeśli tamci mają broń i atakują z ukrycia, należy tę grupę zaatakować. Natomiast nie można bez liczenia się ze skutkami zbombardować całego kraju w odwecie za to, co tamtych kilku terrorystów zrobiło. A taki właśnie problem istnieje, jeśli chodzi o Izrael i Palestyńczyków. Bardzo trudno tu wymierzyć proporcje. Np. jedna strona oświadcza drugiej: jeśli na nas napadniecie, to liczcie się z góry z tym, że my odpowiemy tym i tym. To nie jest zemsta, lecz wojskowe działanie, które ma sprawić, że przeciwnikowi odechce się takich akcji. Niestety, często przekracza się granice i za zabicie w zamachu kilku osób ginie cała wioska. To niedopuszczalne. Walka nie może być zemstą służącą wyładowaniu własnej agresji. Nawiasem mówiąc, dziennikarze używają niewłaściwego sformułowania: "W odwecie za... zrobiono to i to".

- Dlaczego odwet jest niemoralny?

- Bo wyraża uczucie zemsty. "Ja go nienawidzę". I jest to radykalnie sprzeczne z miłością wszystkich ludzi. Ja nie mogę przestać miłować drugiego człowieka. Można mówić, że to idealizm, że to jest nierealne. Otóż jest realne. Mogę np. wyeliminować jeńca z walki, ale go nie zabijać. Życzę mu w ten sposób dobra: żeby wrócił do swoich bliskich.

- Jakie stanowisko wobec walki z bronią w ręku zajmuje Kościół?

- Do wypowiedzi, które tę sprawę precyzują, zalicza się przede wszystkim wypowiedź Soboru Watykańskiego II, zawartą w Konstytucji Duszpasterskiej o Kościele. Jest tam dość obszerne rozważanie na temat wojny, o nieszczęściach, jakie ona sprowadza. Jest też moralna ocena zachowania tych, którzy są odpowiedzialni za podjęcie walki zbrojnej, a zatem i za świadome zabijanie innych ludzi. Znalazł się tam tekst następujący: "Dopóki nie dojdzie do powstania jakiejś władzy międzynarodowej, która mogłaby rozstrzygać spory i posiadała siłę niezbędną do wymuszenia swych decyzji, dopóty rządom nie można zaprzeczyć prawa do koniecznej obrony, byleby wyczerpały wpierw wszystkie środki pokojowych rokowań" (KDK 79). To stanowisko Kościoła jest w rozwoju, tzn. podkreśla, że ludzkość zmierza do tego, żeby wojnę wyeliminować jako metodę rozstrzygania sporów. W dzisiejszych warunkach nie widać na to skutecznego sposobu, wobec czego na razie przyjmujemy, że wojna jest nieunikniona w określonych okolicznościach. Ale należy mimo to dążyć do tego, żeby można było jej zabronić, a potem przestrzegać odpowiednich postanowień.

- Wielkim orędownikiem pokoju jest Ojciec Święty Jan Paweł II...

- Sądzę, że obecny Papież jest uosobieniem postawy katolickiej wobec walki zbrojnej. Jest mianowicie nosicielem wielkiego szacunku dla poświęcenia żołnierskiego. Warto przypomnieć, jak podczas swej pierwszej wizyty w Warszawie odwiedził Grób Nieznanego Żołnierza - nie tak jak dyplomaci, którzy stają pełni szacunku, ale ucałował płytę grobową. To było zdumiewające. Wszyscy zrozumieli: on ich kocha, tych wszystkich żołnierzy, za ich miłość, jaką okazali społeczeństwu, ojczyźnie, i na tę ich miłość odpowiada gestem wielkiej bliskości. Zatem wielki szacunek dla poświęcenia żołnierskiego w miłości do ojczyzny.

Ale jednocześnie ten sam Papież nieustannie przejawia wielką troskę o zbliżenie między narodami, kulturami, wyznaniami - a więc zbliżenie, które usuwa to wszystko, co leży u samego korzenia wojny. Jest więc także tym, który stara się - można powiedzieć: walczy - o przywrócenie pokoju wszędzie tam, gdzie został on zachwiany. Stąd troska Papieża o modlitwę o pokój. Stąd ciągłe podtrzymywanie świadomości, że wojna jest nieszczęściem, a nie popisem mocy i środkiem załatwiania ludzkich spraw.

- Dziękuję za rozmowę.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bp Piotr Turzyński: Adwent to czas tęsknoty

2022-11-27 08:26

[ TEMATY ]

wywiad

adwent

bp Piotr Turzyński

stock.adobe.com

Adwent to radosny czas oczekiwania na Zbawiciela, który ma moc nadać sens naszemu życiu, ocalić przed tym co nam zagraża. To jest tak jak się człowiek szykuje na przyjęcie kogoś kochanego, kogoś z rodziny, kto długo nie był widziany i za kim się tęskni. Adwent to czas tęsknoty – powiedział portalowi polskifr.fr bp Piotr Turzyński, Delegat KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej.

Polskifr.fr: Rozpoczynamy Adwent. Księże Biskupie, jaka jest podstawowa treść tego okresu liturgicznego?

CZYTAJ DALEJ

Edykt w sprawie beatyfikacji Siostry M. Iwony Król

2022-11-26 14:00

[ TEMATY ]

bp Tadeusz Lityński

s. Iwona Król

edykt

Kamil Krasowski

bp Tadeusz Lityński

bp Tadeusz Lityński

Biskup Diecezjalny Tadeusz Lityński wydał edykt, zachęcający wiernych do przekazania jakichkolwiek dokumentów, pism, zdjęć, pamiątek lub wiadomości dotyczących Siostry M. Iwony Król. Publikujemy pełny tekst dokumentu.

Edykt Bpa Tadeusza Lityńskiego w sprawie beatyfikacji Siostry M. Iwony Król

CZYTAJ DALEJ

Żydowski komentarz do Ewangelii na I Niedzielę Adwentu

2022-11-27 08:31

[ TEMATY ]

rozważanie Słowa Bożego

Centrum Heschela KUL

Dlaczego Jezus używa porównania do złodzieja? – pyta dr Faydra Shapiro, dyrektor Izraelskiego Centrum Relacji Żydowsko-Chrześcijańskich, w komentarzu dla Centrum Heschela KUL. Kluczem jest Prawo Mojżeszowe odnoszące się do kradzieży. Ten kontekst pozwala głębiej zrozumieć porównanie z Ewangelii św. Mateusza 24, 37-44.

Na pierwszy rzut oka, to czytanie jest nieco niepokojące. Czy porównywanie Jezusa do złodzieja nie jest trochę… problematyczne?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję