Reklama

Kościół

Czy koncert w kościele to świętokradztwo?

Muzyka w kościele to coś powszechnego. Czy można z nią przesadzić? Kiedy muzyka przeszkadza lub jest niewłaściwa? Pisze o tym Antonina Karpowicz-Zbińkowska – doktor nauk teologicznych, muzykolog.

[ TEMATY ]

muzyka

liturgia

muzyka chrześcijańska

www.youtube.com

Uważa się, również mylnie, że sobór ponad wszystko zaleca, aby wszystkie części Mszy były śpiewane przez całe zgromadzenie. Powoduje to unikanie utworów wykonywanych przez chór, o wysokim stopniu trudności, gdyż rzekomo wyklucza to ogół wiernych z uczestnictwa w liturgii.

Przesłanka druga, zresztą wzięta dosłownie z soborowej konstytucji o liturgii, została błędnie zrozumiana. Owszem, sobór zachęca do troskliwego zachowywania i otaczania opieką skarbca muzyki kościelnej, nigdzie jednak nie mówi, że ma się to dokonywać poza liturgią.

Zatem system dopuszczający koncerty muzyki kościelnej w kościołach jest sposobem bohaterskiego pokonywania problemów wytworzonych wcześniej przez samego siebie. Skoro należy troskliwie zachowywać skarbiec muzyki kościelnej, a jednocześnie nie da się jej wykonywać w liturgii, to należy dopuścić wykonywanie jej na koncertach. Błąd tkwi w obu przesłankach: ani sobór nie zalecał trzymania skarbca muzyki kościelnej poza nawiasem liturgii, ani nie sugerował, że dawna muzyka liturgiczna, chociażby chorał gregoriański, nie nadaje się do wykonywania w kulcie. Przeciwnie, jak wszyscy wiemy, Sacrosanctum concilium nazywa chorał gregoriański muzyką własną Kościoła rzymskiego.

Instrukcja Kongregacji Kultu Bożego wymienia szczegółowe warunki, pod którymi koncerty muzyki sakralnej mogą się w kościołach odbywać. Należą do nich:

– złożenie wniosku o zezwolenie do miejscowego ordynariusza;

– ustalenie szczegółów koncertu z proboszczem;

– wstęp powinien być bezpłatny;

– odpowiedni strój i zachowanie zarówno wykonawców, jak i słuchaczy;

– muzycy nie powinni występować w prezbiterium, a Najświętszy Sakrament powinien być przechowywany w przyległej kaplicy lub innym miejscu stosownie przyozdobionym;

– prezentacja i komentarz do koncertu powinien służyć głębszemu zrozumieniu muzyki i duchowemu uczestnictwu;

Reklama

– organizatorzy winni złożyć na piśmie oświadczenie o odpowiedzialności cywilnej, pokrycia kosztów, uporządkowania budynku i naprawienia ewentualnych szkód.

Na 377 Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski 14 października 2017 r. została zatwierdzona nowa Instrukcja Konferencji Episkopatu Polski o muzyce kościelnej, która powtarza niemal wszystkie zasady i warunki organizacji koncertów w kościele zawarte w instrukcji Kongregacji Kultu Bożego z 5 listopada 1987 r., z tą jedynie różnicą, że pomija zapis dotyczący bezwzględnego zakazu pobierania opłat za bilety.

Zamiast tego zapisu instrukcja KEP informuje:

Koncerty w kościołach mają służyć duchowemu dobru słuchaczy, dlatego nie mogą być zwykłą działalnością gospodarczą. Organizator ponoszący określone koszty (np. godziwe honorarium dla artystów zawodowych) może zadbać o formę ich zwrotu, zachowując odpowiednie przepisy prawa.

Tak enigmatyczne sformułowanie w praktyce oznaczać może po prostu wycofanie się z nakazu wolnego i bezpłatnego wstępu. Będzie to oczywiście na rękę zawodowym muzykom, którzy w inny sposób nie mają możliwości wykonywać swego zawodu i otrzymywać wynagrodzenia. Jednocześnie konsekwencje takiego postawienia sprawy wydają się oczywiste: muzycy kościelni nadal nie mogą liczyć na godziwe warunki zatrudnienia, a my na godziwą muzykę w ramach liturgii jako na coś powszechnego. Generalnie sytuacja wygląda następująco: jeśli chcemy posłuchać dobrej muzyki kościelnej, to musimy udać się na koncert i za niego sami zapłacić. Na Mszy dobrej muzyki nie usłyszymy, bo hierarchia kościelna unika zatrudniania dobrych muzyków kościelnych. Nadal jeśli uda się gdzieś usłyszeć piękną muzykę w liturgii, będzie to możliwe dzięki hobbystom i fascynatom liturgicznym, a nie jasnym regułom jej obecności.

Jeśli dobrze odczytuję zamierzenia twórców dokumentu KEP, to legalizuje ona i tak już nagminną sytuację łamania zakazu pobierania opłat za wstęp na koncerty muzyki sakralnej, a co za tym idzie – pogłębia rozdział pomiędzy muzyką koncertową wysokich lotów a użytkową.

Reklama

Wygląda więc na to, że obecna sytuacja z koncertami muzyki kościelnej w kościele, będącymi czymś w rodzaju prezentowania muzyki, która powinna być użytkowa, przypomina pokazywanie okazów martwych zwierząt zanurzonych w formalinie. Co więcej, powstają rozmaite zespoły specjalizujące się w muzyce dawnej, a nawet chorale gregoriańskim, które szczycą się niezliczonymi nagrodami zdobytymi w międzynarodowych konkursach zespołów wykonujących ten gatunek. Jednocześnie wcale nie zajmują się wykonywaniem utworów podczas liturgii, a jeśli już, to tylko w wyjątkowych przypadkach.

Osobliwy paradoks, będący również wynikiem wspomnianych wyżej sprzecznych i błędnych przesłanek, stanowi jednoczesne oburzanie się na „koncertowanie” podczas Mszy (efekt ten jest de facto wynikiem braku kompatybilności pomiędzy dawną muzyką i nową formą rytu, nastawioną przede wszystkim na mówienie, a nie na słuchanie), przy jednoczesnym niedostrzeganiu w koncertach w kościele niczego złego.

Dodać należy, że sam zwyczaj umieszczania skarbów muzyki kościelnej poza liturgią nie byłby jeszcze takim skandalem, gdyby jednocześnie ta liturgiczna użytkowa, czyli codzienna tzw. „oprawa muzyczna” liturgii była na wysokim poziomie artystycznym. Dopiero ten rozdźwięk pomiędzy nieużywaną muzyką „eksponatem muzealnym”, a żenująco zgrzebną i często niemal infantylną muzyką liturgiczną dominującą w naszych kościołach jest prawdziwym dramatem i skandalem. Nie zgadzam się stanowczo z argumentem, że Pan Jezus sam chciał narodzić się w ubogiej i zgrzebnej stajence, więc niech i teraz towarzyszy mu zgrzebność w świątyniach.

Kardynał Ratzinger w swoich analizach dotyczących fatalnego stanu muzyki kościelnej wskazuje na źródło tego kryzysu, którym to źródłem jest współczesny ikonoklazm. Bardzo łatwo można się przecież dbałością o piękno liturgii i muzyki narazić na zarzut bałwochwalstwa. Słyszałam już takich, co wołali w trosce o czystość kultu: „Panem jest Jezus, reszta to kultura!”. Odrzucają w ten sposób to, co uznają za zbyt cielesne, a więc język Tradycji, dogmatów, liturgii, wreszcie szatę zewnętrzną, czyli sztukę i muzykę kościelną.

Reklama

W ten sposób nieświadomie powielają model protestancki, zrodzony m.in. z zasady solus Christus. Pierwotnie była skierowana przeciwko kultowi świętych, głównie zaś przeciw kultowi Najświętszej Maryi Panny.

Obecnie zasada ta przyjmowana jest w łonie Kościoła katolickiego, ale w nieco zmodyfikowanej postaci, mianowicie odrzuceniu jego cielesności. Teraz więc solus Christus w kontrze do Kościoła widzialnego, cielesnego. A przecież „credo in unam, sanctam, catholicam et apostolicam Ecclesiam” – wierzę w Kościół, który jest konkretny, cielesny, zanurzony w kulturze, a nie tylko w samą jego ideę. Święty Paweł zaś pisze w Liście do Efezjan: Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz każdy je żywi i pielęgnuje (Ef 5,29). My postępujemy w dziwnym szale samozniszczenia, nie chcąc dbać o cielesny wymiar Kościoła, a wręcz usiłując ten wymiar zepchnąć do sfery wstydliwej, a sam szacunek i umiłowanie materialnej strony kultu Bożego utożsamiamy z bałwochwalstwem.

To przedziwne rozdzielenie celu kultycznego muzyki oraz jej celu estetycznego przywodzi inne współczesne rozdwojenie, mianowicie aktu małżeńskiego od jego celu prokreacyjnego. O tyle analogia wydaje się tutaj trafiona, że jest to podobny problem, z którym tak bardzo się oswoiliśmy, że również nie widzimy w nim niczego niewłaściwego. Ten rozdział jest również efektem ostatnich czasów. Podobny wydaje się także stan wzburzenia emocji u rozmówców, którym usiłuje się naświetlić to rozdzielenie w obu sferach.

Reklama

Bardzo trafnie je zdiagnozował abp Fulton Sheen:

Podstawowa zasada kontroli narodzin jest błędna. Jest ona gloryfikacją środków i pogardą dla celu; zgodnie z tą zasadą przyjemność, która jest środkiem prokreacji, jest dobra, lecz same dzieci dobre nie są. Innymi słowy, zgodnie z logiką, filozofia kontroli narodzin ma skazywać nas na świat, w którym drzewa zawsze kwitną, ale nigdy nie wydają owoców, świat pełen drogowskazów, które prowadzą donikąd. W tym wszechświecie każde drzewo byłoby nieurodzajnym drzewem figowym i z tego powodu ciążyłoby nad nim Boskie przekleństwo.

Podobnie w muzyce chcielibyśmy tylko uniesień estetycznych, nie łącząc ich naturalnie z czcią oddawaną Bogu. To nie ułatwia przecież sprawy, która sama w sobie jest już dość skomplikowana.

Święty Augustyn (któremu nie śniło się, że kiedyś muzyka sakralna będzie wykonywana poza kontekstem liturgicznym) zdawał sobie sprawę z tego problemu, że człowiek potrafi zatrzymywać się na fizycznym pięknie muzyki kościelnej i nie wznosi się dzięki niej ku Bogu, tylko pozostaje wyłącznie na poziomie piękna zmysłowego.

O ile wyjaśniałam już w innych tekstach, że obawy Hipponity były zbyt purytańskie, bo samo piękno w liturgii nie może przesłaniać Boga będącego samym Pięknem (wręcz przeciwnie, ono właśnie ku Niemu przyciąga), to w tej dziwacznej sytuacji, której jesteśmy świadkami i uczestnikami, te lęki stają się rzeczywistym zagrożeniem. Oto w samym budynku kościoła stajemy się uczestnikami obrzędu niemającego nic wspólnego z kultem Bożym, choć mającego pewne cechy liturgii.

Pytanie jest następujące: co w tej „liturgii” jest czczone, czy nie samo piękno? W takim kontekście dużo łatwiej zgodzić się ze stanowczymi słowami św. Augustyna, które nabierają tutaj wyjątkowej aktualności:

Reklama

Poczytuję to jednak sobie za karygodny grzech, ilekroć się tak zdarza, że bardziej mnie porusza sam śpiew niż to, o czym się śpiewa. W takich wypadkach lepiej by było, gdybym nie słyszał śpiewu.

Dodajmy też to rozróżnienie, że czym innym jest zachwyt muzyką kościelną wykonywaną w liturgii, uczestniczymy bowiem wtedy w służbie Bożej na zasadzie współuczestnictwa wespół z aniołami – w niebieskiej liturgii, nawet jeśli z powodu naszej niedoskonałości nie w pełni zaangażowani wszystkimi władzami, to jednak oddajemy w ten sposób chwałę Bogu. Czym innym zaś jest wykonywanie tej samej, przepięknej muzyki poza liturgią, choć w Domu Bożym, która, nie da się tego ukryć, służy w tym momencie wyłącznie celom estetycznym, a przecież jej pierwotne przeznaczenie było znacznie głębsze. Cały skandal tej sytuacji leży w całkowitym pominięciu głównego Adresata tej muzyki i Głównego Gospodarza świątyni.

To oczywiście dramat i rozdarcie dzisiejszych katolików, którzy najczęściej nie mają możliwości słuchać tej muzyki podczas liturgii, bo z oczywistych powodów nie da się jej wtedy usłyszeć. Dlatego powtarzam: nie oskarżam nikogo.

Rozpatrując zjawisko koncertu muzyki sakralnej w kościele na zasadzie analogii z aktem małżeńskim, ale według tropu, który rozwija Fabrice Hadjadj, czyli w ramach demaskacji postępującego odcieleśnienia ludzkiej kultury, dojdziemy do wniosku, że jak akt małżeński w oderwaniu od swojego celu prokreacyjnego jest wyparciem cielesnych skutków tego aktu, a więc ogólnie cielesnej strony natury człowieka, tak muzyka kościelna w oderwaniu od swojej funkcji kultycznej i liturgicznej staje się również obrazem kultu odcieleśnionego. Oto liturgia bez swojego „przedmiotu”, bez swojego Ciała, czyli Ofiary, którą się przecież w niej spełnia. Podczas takiego aktu nie staliśmy się wcale Ciałem, bo ofiary nie było, a mimo to wszyscy wychodzimy z tego wydarzenia z poczuciem zaspokojenia „duchowego”.

Reklama

Proszę nie gorszyć się tym przyrównaniem Eucharystii do aktu małżeńskiego, wszak mistycy mówią, że Ofiara Eucharystyczna jest jakby łożem małżeńskim, w którym dokonuje się największa tajemnica naszego zjednoczenia z Chrystusem; wszak w Eucharystii obcujemy z Nim cieleśnie!

Wracając więc do kwestii muzyki kościelnej i koncertów: co w tej sytuacji robić? Dobrym przykładem tego, w jakim kierunku powinny iść zmiany, jest wprowadzony w ostatnich latach na festiwalu Pieśń naszych korzeni w Jarosławiu zwyczaj uczestnictwa gwiazd festiwalowych w celebracjach w charakterze kantorów, organistów, chóru itd. W ten sposób organizatorzy odrobinę przesunęli punkt ciężkości z samych koncertów na liturgię. Formuła zaś festiwalu to oczywiście zupełnie inny problem. Jednak wszyscy ci, którzy zamierzają zorganizować koncert muzyki kościelnej w świątyni, powinni się najpierw zastanowić, czy nie lepiej by było znaleźć sposób na prawdziwą mszę czy nabożeństwo z tą samą piękną muzyką, której chciałoby się posłuchać na koncercie. Jeśli zaś nie pasuje ona do nowej Mszy np. z racji długości poszczególnych utworów – to postarać się o możliwość odprawienia Eucharystii w starszej formie rytu. Wtedy wszystko będzie na swoim miejscu.

Fragment książki „Rozbite zwierciadło. O muzyce w czasach ponowoczesnych”

Antonina Karpowicz-Zbińkowska – doktor nauk teologicznych, muzykolog. Publikowała m.in. w „Studia Theologica Varsaviensia” i we „Frondzie”. Na stałe współpracuje z redakcją „Christianitas”. Autorka książki „Teologia muzyki w dialogach filozoficznych św. Augustyna”. Interesuje się filozoficznymi i teologicznymi pryncypiami muzyki, zwłaszcza w ujęciu autorów antycznych i wczesnochrześcijańskich.

2021-10-06 14:54

Ocena: +7 -6

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Z miłością do Boga i muzyki

Zespół Ahawa świętuje 5-lecie istnienia. Wkrótce szykuje niespodziankę – premierę nowego krążka poświęconego nadziei.

Początki zespołu przypadają na grudzień 2016 r. Wówczas uczennica skoczowskiego gimnazjum Ewelina Knopek miała lekcje emisji głosu w Studium wokalno-instrumentalnym Mariusza Śniegulskiego. – Pamiętam, jak z lekcji na lekcje przynosiłam moje kolejne utwory, które aranżowaliśmy, planując mój pierwszy recital. Zaproponowaliśmy moim znajomym dołączenie do zespołu, który był moim marzeniem, i tak się zaczęło. 26 lutego 2017 r. zagraliśmy pierwszy koncert. Zespół nazwaliśmy Ahawa, co oznacza z hebrajskiego miłość – wspomina wokalistka, która pierwszy kontakt z muzyką religijną miała na scholce dziecięcej oraz przy okazji uczenia się gry na gitarze z jej ulubioną katechetką. To ją zainspirowało do tworzenia piosenek o takiej tematyce.

CZYTAJ DALEJ

Franciszek zawierzył Matce Bożej swą podróż do Afryki

2023-01-30 17:36

[ TEMATY ]

Franciszek w Afryce

papież Franciszek

PAP/EPA/VATICAN MEDIA HANDOUT

Dziś po południu, jak zwykle przed zagranicznymi pielgrzymkami, papież Franciszek pojechał do bazyliki Matki Bożej Większej, aby pomodlić się przed ikoną Matki Bożej Salus Populi Romani (Ocalenie Ludu Rzymskiego) i powierzyć jej swoją zbliżającą się podróż apostolską do Afryki.

W dniach 31 stycznia - 3 lutego Franciszek będzie przebywał w Demokratycznej Republice Konga, a w dniach 3-5 lutego w Sudanie Południowym.

CZYTAJ DALEJ

O myśli teologicznej Benedykta XVI

2023-01-31 19:51

[ TEMATY ]

Benedykt XVI

Teologia Polityczna

Już jutro - 1 lutego - pierwszy z pięciu wykładów on-line o teologii Benedykta XVI w interpretacji ks. prof. Jerzego Szymika.

Otwierający specjalny cykl rozważań pt. „Mozarteum: synteza teologii Benedykta XVI w interpretacji ks. Jerzego Szymika” – śląskiego kapłana, profesora nauk teologicznych, poety i publicysty - wykład „Teologia. Czym jest?” to unikalna okazja do bliższego poznania i zrozumienia intelektualnego dziedzictwa zmarłego niedawno Papieża. Organizatorem wykładów jest Teologia Polityczna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję