Reklama

Wiara

„Stary oszalał! Zwołuje sobór!”. Ojciec Knabit o reformie liturgicznej

Od Soboru Trydenckiego Kościół, broniąc swojej tożsamości przed zapędami ruchów związanych z reformacją, ujednolicił przepisy liturgiczne, uważając słusznie, że liturgia ma w wiernych podtrzymywać świadomość świętości Boga, Kościoła, wiary i chrześcijańskich wartości.

[ TEMATY ]

liturgia

o. Leon Knabit

Karol Porwich

Liturgia jest misterium, czyli tajemnicą, która tylko częściowo może zostać przez człowieka odsłonięta, cała reszta musi pozostać zakryta. Zgadzam się z tym, że język, w którym się modlimy oraz czcimy tajemnice wiary, jest bardzo ważny. Jednak uważam, że podczas liturgii wydarza się coś, czego w pełni nie jest się w stanie wyrazić żadną mową. Dziś, gdy liturgia sprawowana jest zazwyczaj w językach narodowych, możemy mieć poczucie większego zbliżenia do tych tajemnic. Paradoksalnie to, że ludzie nie rozumieją dokładnie treści modlitw odmawianych po łacinie, sprawia, że mogą oni silniej doświadczać sacrum. Przecież słowo to oznacza właśnie oddzielenie. Łacina rzeczywiście daje poczucie oddzielenia.

Jednak niezależnie od tego, czy mówię: Hoc est enim corpus meum, czy: „To jest bowiem Ciało moje”, rozumiem tyle samo. Nie jestem bowiem w stanie w pełni pojąć tajemnicy wiary, niezależnie od tego, czy wyrażam ją po polsku, czy po łacinie. Dlatego trzeba otworzyć się na tajemnicę. Pamiętam, że ktoś w rozmowie na temat języka liturgii powiedział mi kiedyś: „Z liturgią jest jak z Hostią. Wobec Hostii potrzeba podwójnego aktu wiary: po pierwsze, aby uwierzyć, że to jest chleb, bo Hostia nijak nie jest do chleba podobna; po drugie, aby uwierzyć, że to jest Chrystus”.

Pytanie o język liturgii nie jest proste. Ścierają się tu różne racje. W Kościele prawosławnym Msza św., zarówno dawniej, jak i dziś, odprawiana jest w języku starocerkiewnym, a najważniejsze tajemnice wiary dzieją się za carskimi wrotami. W tym duchu niektórzy ludzie również i w naszym Kościele uznają, że łacina pozwala w większym stopniu aniżeli języki narodowe dotknąć tej wielkiej tajemnicy wiary, jaką jest obecność Boga w liturgii. Z kolei w początkach chrześcijaństwa ta ostatnia była odprawiana w językach zrozumiałych dla zwykłych ludzi i nie umniejszało to jej głębi.

Rzeczywistość Bożej obecności, w której w czasie liturgii uczestniczymy, zawsze pozostanie tajemnicą niewspółmierną do tego, co słyszą nasze uszy.

Reklama

Łacina była przez wieki obowiązującym językiem nie tylko w liturgii, ale i w teologii. Wprowadzenie języków narodowych do liturgii wymagało wypracowania ogromnej liczby nowych terminów teologicznych. W seminarium duchownym w Siedlcach, które kończyłem w 1954 r., podstawowe wykłady były po łacinie. Wiele seminariów powoli przechodziło na język polski. Śmialiśmy się wówczas, że mało kto tam znał łacinę.

Do dziś trwają spory chociażby o sposób przekładu łacińskiego zwrotu pro multis. W niektórych językach tłumaczony jest on jako: „za wielu”, w innych zaś: „za wszystkich”. Uznając, że prawidłowy jest przekład „za wielu”, zakładamy, że nie wszyscy skorzystają z szansy zbawienia. W 2006 r. Kongregacja do spraw Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów ostatecznie rozstrzygnęła tę kontrowersję. Kardynał Francis Arinze, prefekt kongregacji, polecił, aby słowa pro multis były tłumaczone jako „za wielu”.

Z tłumaczeniem liturgii na języki narodowe było naprawdę sporo problemów. Na przykład język białoruski jest dość ubogi, przez co Białorusini mieli spore kłopoty z przekładami z łaciny. A cóż dopiero począć z takimi językami jak suahili? Pracę nad tłumaczeniami dodatkowo komplikowało to, że w XX w. dokonał się ogromny skok w ewangelizacji nowych terenów, zwłaszcza Afryki. Język łaciński był językiem związanym z kulturą zachodnią. Nasza kultura i nasza wiara były dla Afrykańczyków obce. W dodatku były postrzegane jako kultura i wiara kolonizatorów.

Ludy ewangelizowane mogły myśleć: „Nie dość, że wkraczają na nasze ziemie, to jeszcze w obcym języku każą nam się modlić! Zmuszają nas do porzucania naszych bogów i naszych tradycji!”. Zaszczepienie łaciny na terenach objętych ewangelizacją było nie dość owocne, zwłaszcza wobec budzenia się świadomości narodowej i uzyskiwania względnej choćby niepodległości dawnych kolonii. Trzeba było znaleźć możliwości wyrazu prawd wiary w językach lokalnych.

Reklama

Podobnie było przed wiekami na ziemiach Słowian. Często najeźdźcy narzucali wiarę, kulturę i język łaciński podbijanym plemionom. Wiemy, ile problemów mieli święci Cyryl i Metody, aby wreszcie uznano, że język łaciński nie musi być podstawą jedności Kościoła. Można by powiedzieć, że ich metoda ewangelizacji została w pełni uznana dopiero na Soborze Watykańskim II.

Postawa kapłana. Tyłem czy przodem do ludzi?

Po soborze więcej zaczęto mówić o Eucharystii jako uczcie, do udziału w której został zaproszony każdy ochrzczony. Idea uczty, na którą Bóg zaprasza człowieka, zaczerpnięta jest z pism Starego i Nowego Testamentu. Eucharystia sprawowana jest przede wszystkim jako pamiątka wydarzeń w Wieczerniku, była to jednak zapowiedź Kalwarii. Pan Jezus brał osobno chleb, osobno wino, konsekrował je oddzielnie. Krew oddzielona od ciała jest czytelnym znakiem śmierci. Przez ten znak zapowiedział swoją mękę i śmierć, a jednocześnie obiecał nam, że za każdym razem, gdy będziemy spożywać ten chleb i pić z tego kielicha, będziemy spożywać Jego Ciało i pić Jego Krew. Wierzymy, że Pan Jezus jest obecny pod każdą z tych świętych postaci. Dla czytelności tego znaku, powracając podczas każdej mszy św. do Wieczernika, wiernie powtarzamy gesty i słowa Jezusa.

Podczas uczty w Wieczerniku ofiarował On swoje Ciało i Krew za nas. Uczta wprowadza nas, z jednej strony, w rzeczywistość doczesną, z drugiej jednak – w wieczną. Rzeczywistość doczesna to doświadczenie wspólnego spotkania wokół stołu. Element wieczny to spożywanie Ciała i Krwi, które, jak wierzymy, „zachowają nas na życie wieczne”. Wieczysta uczta w domu Pana – oto, na co się szykujemy, ucztując każdej niedzieli wespół z innymi. Krzyż Chrystusowy obecny jako widoczny znak podczas każdej uczty eucharystycznej ma nam przypominać o tym, że spożywanie Ciała i Krwi zmartwychwstałego Chrystusa pomaga nam w tym, abyśmy nasze krzyże podporządkowali zasadniczemu celowi naszego życia, jakim jest zbawienie dokonane raz jeden na krzyżu, a uobecniane podczas każdej mszy, aż do końca świata.

Reklama

Pierwszą ucztę eucharystyczną, na którą sam Jezus zaprosił apostołów, spożywano w Wieczerniku przy stole ofiarnym. Właśnie pod wpływem tego wydarzenia zaczęto myśleć o zmianie miejsca kapłana. Na uczcie wszyscy siedzą twarzą do siebie, blisko, skupieni wokół stołu, zaproszeni do spożywania z niego wszystkich pokarmów. Dlatego ojcowie soborowi tak często i chętnie mówili o dwóch stołach, wokół których skupiają się uczestnicy uczty: stole słowa Pańskiego i stole eucharystycznym. Na każdym z nich wierni znajdują pokarm duchowy, którym mogą się karmić obficie.

Postawa kapłana przodem do tabernakulum (versus Deum), a tyłem do ludzi nawiązywała do biblijnego obrazu pasterza, przewodnika stada, który bezpiecznie przeprowadza swój lud przez nieznane tereny. Ludzie mogą ufnie podążać za swym pasterzem, gdyż znają jego głos (jeśli go nawet nie rozumieją), a on zna swoje owce. To jest pozytywny aspekt takiej postawy. Przez kilka stuleci wierni tak właśnie czynili.

Obraz trzody prowadzonej przez pasterza nie wyczerpuje jednak biblijnego bogactwa obrazu Ludu Bożego. Jest on nie tylko trzodą, która bez przewodnika ginie. Lud Boży to także Kościół jako wspólnota wierzących zjednoczonych wokół Chrystusa. Przed soborem owa idea Kościoła jako wspólnoty nie była zbyt mocno akcentowana, dominował bowiem obraz owczarni, nad którą pieczę sprawuje pasterz. Zbyt mało mówiono o roli świeckich, o współuczestnictwie w sprawowaniu liturgii. Aktywne uczestnictwo wiernych w liturgii (actuosa participatio) wymaga, by wierni i kapłan stali przed Bogiem w jednym szeregu.

Reklama

Tymczasem postawa kapłana versus Deum sprawiała, że gdy zwracał się ku Panu Bogu, to jakby odwracał się od ludzi, a gdy otwierał się na ludzi, to odwracał się od Pana Boga. Dzisiaj te postawy chyba nadal tkwią w charakterze niektórych ludzi. Są tacy, o których można powiedzieć: „On jest wspaniały i święty, ale mało ludzki, bo do Pana Boga tylko zwrócony” albo: „Tak zaangażowany w ludzi, że Bóg mu gdzieś się zatraca”.

Odwrócenie kapłana stojącego za ołtarzem, symbolem Chrystusa, twarzą do ludzi (versus populum) sprawiło, że niezależnie od tego, czy kapłan mówi „Chwała na wysokości Bogu”, czy: „Pan z wami”, za każdym razem jest i Chrystus, i ludzie. Przykład takiej postawy dał papież Jan Paweł II, który będąc całkowicie zwróconym ku Panu Bogu, był jednocześnie całkowicie zwrócony ku człowiekowi. Chodzi zatem o to, aby nie było rozziewu między Bogiem a człowiekiem. By na jednej linii zobaczyć i Boga, i człowieka. Najważniejsze w dzisiejszej liturgii jest to, aby i Bóg, i człowiek w tym najważniejszym akcie, jakim jest Eucharystia, czyli Ofiara Chrystusa, byli widziani na jednej linii.

Wystrój kościoła, naczynia i szaty liturgiczne

Jeśli mówimy dzisiaj o dwóch stołach, to stołem Eucharystii jest ołtarz odsunięty od ściany kościoła, niekiedy aż na jego środek, a stołem słowa – pulpit, z którego czyta się słowo Boże i głosi homilię. Dobrze, jeśli jest on stosownie ozdobiony. W niektórych kościołach sporządza się dwa: jeden do czytań wstępnych, drugi do Ewangelii i homilii. Przepisy liturgiczne zalecają też urządzenie miejsca przewodniczenia, z którego celebrans przewodniczy liturgii, a może też wygłosić homilię. Dawniejsze ambony mają wartość raczej zabytkową niż użytkową. Kiedy nie było mikrofonów, ambonę trzeba było ustawić w takim miejscu, z którego kaznodzieja mógł być słyszany w całym kościele. Zwykle umieszczano ją naprzeciw jednego z filarów kościoła, tak by kaznodzieja mówiący „na filar” miał większą łatwość w opanowaniu głosem znacznej nieraz przestrzeni. Dla odpowiedniego ukierunkowania głosu nad amboną umieszczano ozdobny daszek. Oczywiście i sposób mówienia musiał być do tych warunków dostosowany. Dobra dykcja, odpowiednie tempo i ton, który często nazywano tonem kaznodziejskim. Również i dzisiaj jednak, gdy nagłośnienie ułatwia kaznodziejom ich zadanie, nie powinno się rezygnować z poprawności formy.

Reklama

W wyniku reformy soborowej zmienił się też wygląd szat liturgicznych. Kolory zachowano zasadniczo te same: biały na święta Pańskie, Maryjne i świętych wyznawców oraz dziewic, czerwony używany jest podczas Mszy o Duchu Świętym, Męce Pańskiej, o Krzyżu i o męczennikach, zielony w okresach w ciągu roku, fioletowy w Adwencie i Wielkim Poście oraz w Mszach pokutnych i żałobnych (w tych ostatnich zaprzestano używania koloru czarnego).

Zrezygnowano z tak zwanych ornatów skrzypcowych. Były one niekiedy bardzo ciężkie, przez co wymuszały ruchy poważne, dostojne, opanowane.

Ornat (łac. casula) miał symbolizować mały domek Boży (domek to po łacinie casa), w którym kapłan, sługa Boży, może się skryć. Czasami kiedy kapłan niższego wzrostu ubrany w taki sztywny ornat klękał, to całkowicie się w nim chował. Z daleka wyglądało to więc tak, jakby przed ołtarzem stał sam ornat bez kapłana.

Dzisiaj najczęściej używa się ornatów tak zwanych gotyckich, w kształcie obszernej szaty, okrywającej niemal całego celebransa. Do Mszy św. kapłan oprócz ornatu nakłada stułę, natomiast przestano używać manipularza – wąskiej krótkiej wstęgi noszonej przez duchownych uczestniczących w liturgii mszalnej na lewym przedramieniu już od święceń subdiakonatu (obecnie się ich nie udziela).

Reklama

Nastąpiła też pewna zmiana naczyń liturgicznych. Dawniej zalecano, by kielich i patena były wykonane ze szlachetnego kruszcu, na przykład złota, lub by były przynajmniej pozłacane. Kładziono nacisk na to, by Ciało i Krew Pańską otaczać tym, co drogocenne. Uznawano, że skoro Jezus za życia nie został otoczony należytym szacunkiem i czcią, trzeba to wynagrodzić dzisiaj. Dlatego i tabernakulum zazwyczaj złocono i ozdabiano drogocennymi kamieniami.

Obecnie używa się kielichów z rozmaitego materiału, nawet czasem wraca się do naczyń kamionkowych, glinianych, takich jak za czasów Jezusa i pierwszych chrześcijan.

Zmianie uległ również kształt pateny, ponieważ często umieszcza się na niej więcej komunikantów.

Dzisiejsze przepisy pozostawiają kapłanowi więcej swobody w kreowaniu rzeczywistości liturgicznej, jednak w pewnych, nakreślonych przepisami granicach. To, że niektórzy kapłani nieobdarzeni dobrym wyczuciem ducha liturgii, a żądni nowości i ciągłych zmian, popełniają liczne nadużycia, nie może być argumentem przeciw samej reformie. Zrozumiała jest jednak irytacja przeciw anarchii w liturgii, zwłaszcza gdy dawniej wszystko było precyzyjnie określone. Każdy gest i słowo były ważne, trzeba je było wykonać i wypowiadać dokładnie tak, jak nakazywały rubryki Mszału.

Fragment książki „O Mszy świętej”

Leon Knabit OSB – ur. 26 grudnia 1929 roku w Bielsku Podlaskim, benedyktyn, w latach 2001-2002 przeor opactwa w Tyńcu, publicysta i autor książek. Jego blog został nagrodzony statuetką Blog Roku 2011 w kategorii „Profesjonalne”. W 2009 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Więcej tekstów z duchowości benedyktyńskiej: Zobacz

2021-10-18 11:57

Ocena: +51 -22

Reklama

Wybrane dla Ciebie

O. Leon Knabit wraca do zdrowia

O. Leon Knabit - najstarszy wiekiem członek wspólnoty benedyktynów w Tyńcu, zakażony wirusem SARS-CoV-2 wraca do zdrowia. W piątek na swoim profilu w mediach społecznościowych zamieścił kolejny wpis, w którym informuje, że czuje się dobrze.

"Szczęść Boże Wszystkim! Z serdecznym podziękowaniem za skuteczność modlitw. Tlenu mam we krwi 100 proc. Pan Doktor powiedział, że sam by chciał mieć tyle. Wszystkie dolegliwości przyjmuję bez cienia sprzeciwu łącząc się z tymi, którzy w tej chwili naprawdę bardzo cierpią" - napisał w piątek o. Leon Knabit.

CZYTAJ DALEJ

Proroctwa bł. Bronisława Markiewicza dotyczące Polaków

[ TEMATY ]

bł. ks. Bronisław Markiewicz

Archiwum sanktuarium bł. ks. Bronisława Markiewicza

Znana jest piękna zapowiedź o przyszłych losach Polski, która wyszła spod pióra bł. Bronisława Markiewicza (†1912). W swej sztuce „Bój bezkrwawy” przepowiada on rzeczy niezwykłe.

Ponieważ Pan was więcej umiłował aniżeli inne narody, dopuścił na was ten ucisk, abyście oczyściwszy się z grzechów waszych, stali się wzorem dla innych narodów i ludów, które niebawem odbiorą karę sroższą od waszej [...]. Wojna będzie powszechna na całej kuli ziemskiej i tak krwawa, że naród położony na południu granicy Polski wyginie w niej zupełnie [...]. W końcu wojna stanie się religijna. Walczyć będą dwa obozy: obóz ludzi wierzących w Boga i obóz ludzi niewierzących w Niego. Nastąpi wreszcie bankructwo powszechne i nędza, jakiej nikt nie widział, do tego stopnia, że wojna sama ustanie z braku środków i sił. Zwycięzcy i zwyciężeni znajdą się w równej niedoli i wtedy niewierni uznają, że Bóg rządzi światem [...]. Wy, Polacy, przez ucisk ten oczyszczeni i miłością wspólną silni, nie tylko będziecie się wzajem wspomagali, ale nadto poniesiecie ratunek innym narodom i ludom, nawet niegdysiejszym waszym wrogom. I tym sposobem wprowadzicie niewidziane dawno braterstwo ludów...

CZYTAJ DALEJ

Watykan przypomina o roli biskupa procesie synodalnym

2023-01-30 12:21

[ TEMATY ]

synod

Episkopat News

O roli biskupa w trwającym procesie synodalnym przypominają w opublikowanym dzisiaj liście do wszystkich biskupów katolickich sekretarz generalny Synodu, kardynał Mario Grech, oraz relator generalny XVI Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów, kardynał Jean-Claude Hollerich SJ. Jak podkreślono ukazuje się on tuż przed obchodami Zgromadzeń Kontynentalnych. Zaznaczają, że zadaniem zgromadzenia nie jest zajęcie się wszystkimi kwestiami dyskutowanymi w Kościele.

Obaj kardynałowie przypominają o odpowiedzialności Pasterzy, „widzialnego źródła i fundamentu jedności świętego Ludu Bożego”(LG 23), w odniesieniu do procesu synodalnego. Zaznaczają, że „nie ma sprawowania synodalności kościelnej bez sprawowania kolegialności biskupiej”, a obydwa te wymiary życia Kościoła nie są w opozycji, lecz jeden nie może istnieć bez drugiego. Pragnąc uniknąć wszelkich nieporozumień, list mocno powtarza główny temat - temat synodalności - wybrany przez papieża Franciszka dla prac synodalnego zgromadzenia biskupów w październiku bieżącego roku. „Są bowiem są tacy, którzy zakładają, że już wiedzą, jakie będą wnioski zgromadzenia synodalnego. Inni chcieliby narzucić Synodowi agendę, z zamiarem kierowania dyskusją i określenia jej wyniku. Jednak temat, który Papież wyznaczył XVI Zwyczajnemu Zgromadzeniu Ogólnemu Synodu Biskupów, jest jasny: «Ku Kościołowi synodalnemu: komunia, uczestnictwo, misja». Jest to zatem jedyny temat, do którego zgłębienia jesteśmy wezwani na każdym z etapów w ramach tego procesu. Oczekiwania wobec Synodu 2021-2024 są liczne i różnorodne, ale zadaniem zgromadzenia nie jest zajęcie się wszystkimi kwestiami dyskutowanymi w Kościele” – stwierdzają kardynałowie Grech i Hollerich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję